///
Katarzyna Pawłowska-Salińska
aktualizacja: 28.02.2011
Magister nie zawsze potrzebny

KARIERA MŁODEGO MAGISTRA? / FOT. WWW.MORQUEFILE.COM />/

Przez media ostatnio przetacza się fala dyskusji o skrzywdzonym pokoleniu. Jedni piszą o trzydziestolatkach, którzy mają dyplomy kierunków humanistycznych, ale o pracy w swoim zawodzie nie mają co marzyć. Inni użalają się nad świeżo upieczonymi absolwentami studiów, którzy nie mogą znaleźć absolutnie nic. Ogólnie młodzi mają teraz bardzo źle. Czują się oszukani, skrzywdzeni, bez przyszłości. I mają rację. Ale tylko częściowo. Bo przecież studia sami sobie wybrali.



Już kilkanaście ładnych lat temu każdy kto decydował się na jakiekolwiek studia humanistyczne, najpierw musiał nasłuchać się życiowych mądrości. – Co ty będziesz po tym robił/robiła? – to było podstawowe pytania. Potem było jeszcze gorzej.

Z perspektywy lat przekonuję się, że ci irytujący „życzliwi” naprawdę chcieli dobrze. Owszem, większość z nas, absolwentów studiów humanistycznych z tamtych czasów, coś robi, niektórzy nawet coś bardzo fajnego. Ale są też tacy, którzy nie robią nic. Albo robią coś, czego nigdy nie chcieli robić, ale z czegoś trzeba żyć. Albo pracują od zlecenia do zlecenia. Albo wyjechali za granicę.

Czy warto było? Nie lepiej było zostać lekarzem, inżynierem, informatykiem i mieć konkretny zawód w ręku? Takich zawsze i wszędzie na świecie potrzebują. A humanista sam musi wszystkich ciągle przekonywać, że jednak jest potrzebny.

Najbardziej dziwi mnie, że od czasów moich studiów nic się nie zmieniło. A przecież rynek pracy już dawno wyraźnie dał do zrozumienia: nie potrzeba nam tylu humanistów. Dlaczego więc ciągle na kierunki bez przyszłości chciało zdawać tyle osób? Dlaczego uczelnie publiczne nadal prowadzą szeroki nabór na studia, których absolwentów rynek pracy nie chce? I dlaczego władze tylu instytutów naukowych nie zadały sobie trudu, żeby chociaż dostosować programy do wymogów rynku pracy?

Na to pierwsze pytanie łatwo odpowiedzieć. W Polsce wszyscy są przekonani, że wyższe studia to lepsze życie. I tak jest. Zarobki osób po studiach już na starcia są przynajmniej o jedną trzecią wyższe niż tych bez dyplomu (badanie „Wynagrodzenia osób rozpoczynających pracę w 2010 roku”, portal wynagrodzenia.pl). A pracodawcy tak się rozbestwili, że kandydata bez magistra nie chcą zatrudnić nawet na stanowisko magazyniera.

W takiej sytuacji studia po prostu trzeba mieć. A że humanistyczne są o niebo łatwiejsze od technicznych (a poza tym niepotrzebna jest do nich ta okropna matematyka, którą w dobrym tonie jest ignorować), wybór jest prosty. Młodzi idą więc na byle jakie studia, byle się dostać i cieszą się, że będą mieli magistra.

A potem trzeba odbębnić pięć lat, w czasie których student rzadko wyłowi coś, co może mu się potem przydać w życiu zawodowym. Pamiętam swoje studia na italianistyce. Oprócz intensywnej nauki języka przez pięć lat czytaliśmy włoską literaturę, uczyliśmy się gramatyki opisowej i historii.

Co robi filolog włoski po studiach? Zwykle uczy włoskiego albo jest tłumaczem. Zajęć z nauczania w programie moich studiów było raptem kilka. Jeśli chodzi o tłumaczenia, tak przydatne w życiu filologa, w naszej katedrze można było nauczyć się jedynie tłumaczenia literatury włoskiej! Nie znam absolwenta mojego roku, który w tej chwili żyłby z tłumaczenia włoskiej beletrystki. Niewielu żyje też włoską gramatyką albo historią. A było nas na roku 40 osób. I 15 kandydatów na jedno miejsce.

Od tamtego czasu (minęło ponad 10 lat) nic się nie zmieniło: program studiów totalnie nieżyciowy, 17 kandydatów na jedno miejsce i 40 osób na roku. Dlaczego przez pięć lat za pieniądze podatnika przyszłych uczestników rynku pracy uczy się rzeczy, które zupełnie im się nie przydają? Bo uczelniom wszystko jedno – one nie czerpią żadnych korzyści z tego, że ich absolwent dostanie dobrą pracę. A absolwenci zatrudniają się np. w banku lub w biurze i tam uczą się wszystkiego od początku. Do takiej pracy wystarczyłby przecież niedoceniany w Polsce licencjat. Studia można kontynuować później, nie tracąc kolejnych dwóch lat na pozostawanie niezatrudnionym.

No właśnie… studia w Polsce to także miłe odwleczenie wejścia na ten straszny rynek pracy, zaprzężenia w nudny kierat, w którym pozostaniemy aż do śmierci. Tak wiele osób traktuje te pięć lat. I dlatego tylu studentów nie szuka pracy podczas studiów. A to ogromny błąd. –Średnio rozpoczynamy pracę trzy lata później niż młodzi w UE – mówi Maciej Bukowski pracownik naukowy SGH i redaktor raportu „Zatrudnienie w Polsce”. I odbija się to czkawką w naszym dalszym życiu. Bo im później zaczynamy szukać pracy, tym trudniej ją znaleźć. I jest duże prawdopodobieństwo, że będziemy znacznie mniej zarabiać. A gdybyśmy szli do pracy z tytułem licencjata? I po kilku latach „dorabiali” magistra, już w dziedzinie, która jest nam rzeczywiście przydatna?

Już dwa lata temu Krzysztof Rybiński, ekonomista i rektor prywatnej szkoły wyższej w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” mówił, że wkrótce będą nam na równi potrzebni ludzie z wykształceniem wyższym uniwersyteckim, jak i z wyższym zawodowym (czyli licencjatem). Ale żeby tak się stało, jakość studiów licencjackich musi się poprawić a pracodawcy powinni zacząć ten tytuł honorować. – Nie może być już tak, jak dotąd, że wszyscy potrzebują magistrów – mówił. – Lepsze jest ogólne i porządne wykształcenie wyższe zawodowe niż magisterskie, ale kiepskiej jakości. Musimy przywrócić szacunek dla licencjatu.

I może dla studiów technicznych? Chociaż tu akurat coś drgnęło. W tym roku po raz pierwszy od 20 lat na politechnikach było więcej chętnych do studiowania niż na uniwersytetach. W roku akademickim 2010/11 w szkołach technicznych o jedno miejsce walczyło średnio 3,9 osoby, a na uniwersytetach – tylko 3,5.

Trzymajmy kciuki, żeby ten trend się utrzymał. Inaczej czekają nas kolejne „skrzywdzone pokolenia”.

Katarzyna Pawłowska-Salińska, Gazeta Wyborcza

Źródło: bezrobocie.org.pl
/// KOMENTARZE (4) / DODAJ KOMENTARZ ///

It / 06.02.2012, 09:23 / Italianistyka=bezrobocie

Jestem absolwentką Italianistyki UW. Podpisuję się obiema rękami pod tym co zostało napisane o tym kieunku studiów. Żałuję, że tyle lat mojej ciężkiej pracy na tych studiach poszło na marne. Program studiów nieżyciowy. Na palcach jednej ręki mogę policzyć osoby z mojego rocznika, które mają pracę z językiem włoskim (nauczanie za marne grosze języka w szkołach). Atmosfera na studiach była ciężka, mnóstwo osób się po drodze wykruszało. Zresztą panie profesorki nie patyczkowały się i pogrom był spory. Na szczęście młodzi ludzie dokonują teraz bardziej przemyślanych wyborów życiowych. Pewnie to zasługa stale zwiększającego się bezrobocia w kraju. Z tego co wiem nie ruszyła italianistyka dzienna na SWPS z powodu zbyt małej ilości chętnych. Ludzie coraz częściej zaczynają omijać szerokim łukiem UW- kierunki, po których nie ma konkretnego zawodu. Szkoda, że ja dokonałam tak bezsensownego wyboru w życiu tzn. wyboru kierunku studiów.

ja / 29.01.2012, 10:23 / zły program kształcenia

Nie każde studia są łatwe i nie mało kosztują choć mówi się że edukacja w Polsce jest bezpłatna. Szkoły wyższe nie uczą tego co potem będzie potrzebne do pracy I tak np. rachunkowość i finanse zamiast pokazać co wykonują biura rachunkowe to oczywiście uczy się jak zrobić bilans itd ale nie uczy jak robić deklaracje podatkowe Zus i zwykłe podstawowe czynności które robią biura rachunkowe a przecież takie studia dają możliwość otrzymania certyfikatu do prowadzenia biura rachunkowego.Księgowe muszą się uczyć jeszcze dodatkowo same. A tych przepisów jest wiele i od US i ZUS przecież dokumenty najczęściej tam się składa. Jedno co radzę studentom działać w partiach robić znajomości i po co się uczyć lepiej mieć wpływowych znajomych

humanista z pasją, a nie dla tytułu / 10.03.2011, 01:31 / bzdety

Nie zgadzam się w zupełności z tym artykułe, pracy może owszem nie ma w takiej ilości, jak dla inżynierów. Ale niech płaczą Ci, którzy studia chcieli tylko odbębnić, a w głowie pustka i tróje w indeksach (albo piąteczki, bo dało się ściągać do woli). I ze studiów humanistycznych można wiele wynieść. trzeba się tylko przyłożyć i wybrać studia zgodne z naszymi pasjami. Jeśli zysku z tego nie będzie trudno, ale mam satysfakcję, że uczyłem się tego, co poznać chciałem,co mnie fascynowało, interesowało. Jeśli ktoś idzie na studia humanistyczne tylko dlatego, że wydaje mu się, że są najłatwiejsze, że można je skończyć bez nauki, na odwal, to się grubo myli i sory, ale jest idiotą

Marta / 08.03.2011, 10:56 / skrzywdzeni absolwenci

Dlaczego tak się generalizuje? nie zapominajcie o studentach innych kierunków nie tylko absolwenci studiów humanistycznych mają problemy ze znalezieniem pracy, ja jestem magistrem i inżynierem i nie mam stałej pracy od skończenia studiów (nie licząc stażu i 6 mieś. kontraktu) w tym od roku nie pracuję w ogóle, dodam ,że jestem kobietą (nie mam prawa jazdy, choć bardzo starałam się je uzyskać ale zabrakło mi środków finansowych) i były to studia przyrodnicze (Ochrona Środowiska) tak tak wiem mówiono mi ,że będę miała trudności ze znalezieniem pracy, ale ja nie wierzyłam poza tym nikt nie uprzedził nas o "kryzysie" (2008-2009) choć uważam ,że teraz jest chyba dużo gorsza sytuacja na rynku pracy dla osób młodych. Największym problemem jest to ,że pracodawcy w Polsce (jeśli chodzi o tą branżę ale nie tylko) nie są skorzy nawet do przyjmowania na staż. Nie masz doświadczenia nie masz pracy i kółko się zamyka. Osobiście nie szukam pracy tylko w tej branży, problem w tym ,że według pracodawcy do żadnej się nie nadaje od sprzedawcy/ pracownika biurowego/ po pracę w zawodzie choćby w Administracji Państwowej. Bo albo jestem zbyt wykształcona albo niedoświadczona zawsze ale..... i telefon milczy. Naprawdę mam już dość, sama uważam ,że jestem na tyle inteligentna,że poradziłabym sobie z wieloma zadaniami ale jeśli Pracodawca nie chce się o tym przekonać to jak mam mu to udowodnić. Bez pieniędzy nie żyjesz nie jesz nie uczysz się (mieszkam poza miastem 10 km) jesteś powietrzem ,chcesz coś zrobić ale bez kasy nie możesz.